Wydrukuj tę stronę
wtorek, 12 marca 2019 14:39

"Akompaniator" na deskach MDK - w rolach głównych Edyta Olszówka i Piotr Polk

Napisała
Oceń ten artykuł
(1 głos)
Dzień, miesiąc, rok a przy nim zapis najważniejszych spotkań, wspomnień i historii z życia jednostki. Tak może wyglądać dziennik każdego z nas, jednakże nie wszystko, jak pokazuje opowieść o divie operowej i zakochanym w niej akompaniatorze jest tylko niewinnym protokółowaniem dnia codziennego. Sytuacja wymyka się spod kontroli, gdy autorem naszego życiorysu stajemy się nie my sami a ludzie, którzy chcą dostosować nas do własnych wyobrażeń. Wczoraj publiczność zgromadzona w sali MDK mogła podziwiać na scenie nie tylko wspaniałych aktorów – Edytę Olszówkę i Piotra Polka, ale przekonać się, że niewinne zauroczenie skrywane od lat, to również obsesyjna walka prowadząca do zatracenia dwóch stron – kochającego i obiektu westchnień.

W każdym z nas budzą się demony, żyją podskórnie, ale mogą też przejąć nad nami kontrolę, i wtedy przekonujemy się, że zniewolony umysł to pułapka, z której trudno się wydostać. To właśnie spotkało Leona — akompaniatora bez pamięci zakochanego w śpiewaczce, która stała się jego obsesją i sensem życia. Zakochany mężczyzna żył w cieniu swojej muzy, zawsze wierny i zdolny do największych poświęceń, a co najgorsze gotowy do okrucieństw, których ofiarami stawali się kochankowie ukochanej aż do momentu, gdy zdecydował się wyznać miłość i zniewolić swoją wybrankę. Czynienie wyrzutów, wypominanie przelotnych romansów, to tylko jedna z form walki, jaką prowadził ze swoją ofiarą. Drugą było ciasne pomieszczenie do nagrań studyjnych, w którym ją więził. Wraz z kolejnymi minutami widzowie byli świadkami niczym niezmierzonego obłędu pianisty i prowokacyjnego zachowania kobiety, która podejmowała usilne próby wydostania się z pułapki. Wydawało się, że nikt z tych dwojga nie znajdzie wyjścia z tej sytuacji aż do chwili, gdy padły ze sceny słowa o śmierci, która wydawała się jedynym sensownym rozwiązaniem. W tej sztuce doskonale widać odwieczną walkę Erosa i Tanatosa – miłości i unicestwienia, które w pewnym momencie okazują się jedynym wyjściem prowadzącym do wyzwolenia, zarówno umysłu, jak i ciała.

Wczorajszy spektakl obejrzało 240 widzów. Dziękujemy, że tak wiele osób zdecydowało się spędzić poniedziałkowy wieczór z Miejskim Domem Kultury.
Czytany 308 razy